sobota, stycznia 31, 2009

O potrzebie posiadania babci

W okolicach Dnia Babci i Dziadka (właściwie to nie wiem, dlaczego te uroczystości są obchodzone oddzielnie) skończyłyśmy z Zosią czytać "Babcię na jabłoni" austriackiej pisarki Miry Lobe w pięknym wydaniu z ilustracjami Mirosława Pokory (seria "Mistrzowie ilustracji" Wydawnictwa Dwie Siostry). I znowu wpis mój zabrzmi na nucie sentymentalnej, bowiem książkę tę pamięta zapewne wielu z nas-rodziców - jej pierwsze polskie wydanie ukazało się w połowie lat 60-tych XX wieku.
Opowieść jest urocza, wciągająca i piękna... Lobe opowiada o około 8-letnim chłopcu, Andim, który marzy o tym, by mieć prawdziwą babcię (obie jego babcie już nie żyją). Początkowo wymyśla sobie taką starszą panią, bardzo zwariowaną, bogatą i ekscentryczną, z którą spotyka się na tytułowej jabłoni, a potem... Przygoda goni przygodę, a dziecięce marzenia, choć tylko w wyobraźni, mają moc spełnienia. W pewnym momencie do sąsiedniego domu sprowadza się sympatyczna starsza pani, której Andi zaczyna pomagać i tak nawiązuje z nią nić porozumienia...
Książkę dobrze się czyta na głos, chociaż niektóre 4-latki mogą być nią trochę znudzone, ale na pewno docenią ją nieco starsze dzieci. Polecam ją gorąco, nie tylko z powodów sentymentalnych, ale przede wszystkim dlatego, że "Babcia na jabłoni" mówi o wartościach, które warto zaszczepić naszym dzieciom. Niejednego smyka zachwycą też charakterystyczne ilustracje Mirosława Pokory.

2 komentarze:

Natka pisze...

He, he... Właśnie czytamy! :)

Aga-zojka pisze...

A my przeczytałyśmy jakieś dwa miesiące temu:) Zauroczyła nas babcia na jabłoni, Andi i jego nowa, realna, starsza przyjaciółka.... Zosia, na koniec nie wiedziała wprawdzie, czy czasem nie powinna żałować tej jabłuszkowej babci, którą Andi zaniedbywać zaczął... Na szczęście chłopiec, jak każde inne dziecko, w swym pojemnym serduszku, znalazł miejsce dla dwóch babć... Wrócimy jeszcze do tej książki, bo podobała nam sie ogromnie. W ciągu trzech wieczorów pochłonęłyśmy całość:) Nawet wtedy, gdy Zosia zasypiała, doczytywałam ciąg dalszy, wiedziona ciekawością:) Wcześniej nie znałam tej książki, w domu czekają kolejne pozycje wydawnictwa Dwóch Sióstr.... A ja mam ciągle wrażenie, że nie nadążam z książkami dla Zosi (o tych swoich już nawet nie wspominam). Że zaczynam czytać, a w kąciku łóżka czekają kolejne przygody.... I coraz ich więcej...:)