niedziela, lutego 06, 2011

Pięć na pięć:) Gry rodzinne...

Ponieważ rzadko ostatnio pisuję w Czytulankach i czuję niedosyt, jaki pozostawiają dawno nie aktualizowane strony (zwłaszcza, że namiętnie przeglądam inne blogi czytelnicze, z których czerpię pełnymi garściami:), postanowiłam (ciut skruszona:) wyodrębnić kategorię, w której za jednym zamachem zrecenzuję czytelnikom bloga kilka pozycji naraz. Pięć na pięć... czyli subiektywnie wybierane przeze mnie i przez córeczkę książki, audiobooki, płyty i tym podobne niespodzianki na piątkę:)

Zacznę nietypowo, bo wcale nie od tego, co w nagłówku bloga sugeruje cudny baner:)
Polecę pięć, kapitalnych, mniej lub bardziej znanych gier rodzinnych. Ostatnio dość często biorę udział w specjalnie celebrowanych, sobotnich wieczorach z grami planszowymi. Wspólnie z mężem i Zosią, przy rozpalonym kominku, herbacie i półmisku z owocami rozgrywamy kolejne partie scrabble, monopoly, tudzież innych, ekscytujących pojedynków.

1. Miejsce pierwsze, absolutnie bezkonkurencyjne zajmuje gra “Pędzące żółwie”. Dowcipna, zwięzła, nieskomplikowana! O prostych, jasnych zasadach, dość krótkim czasie rozgrywania (nie dłuższym niż 15 minut), trzymająca w napięciu do samego końca (nigdy nie wiadomo, jakim wynikiem się zakończy). Gra niby niepozorna, z niewielką planszą, talią kart i pięcioma drewnianymi żółwiami w różnych kolorach (wszystko bardzo solidnie i starannie wykonane). Żółwie startują w wyścigu do liści sałaty. Cały urok polega na prostocie. Żaden z graczy nie wie, jakiego koloru żółw przypadł w udziale przeciwnikom. Po wyrzuceniu karty, żółw danego koloru wykonuje ruch przez nią wskazany (może iść do przodu, cofać się albo podróżować na grzbiecie innego żółwia!:) A przy tym gra nie polega li i tylko na bezwolnym poddawaniu się karcianym przypadkom, czasem trzeba pokombinować, by w końcowym rozrachunku wygrać i zakosztować zieleniny:) Świetna zabawa dla dzieci i dla dorosłych. Dla dziadków i czterolatków:) Na długie wieczory oraz szybkie rozgrywki, gdy nie ma zbyt wiele czasu... Napewno się spodoba, gwarantuję!

2. Kolejną grą, którą polecamy z Zosią jest Superfarmer w wersji De lux. Gra zupełnie inna od poprzedniej. Jej historia sięga drugiej wojny światowej. I jest naprawdę niezwykła. Pewien profesor matematyki, po zamknięciu przez Niemców Uniwersytetu Warszawskiego i stracie pracy, zaczyna szukać sposobu na podratowanie rodzinnego budżetu. Wymyśla grę, którą tworzy z pomocą żony i którą postanawia sprzedawać znajomym. Zainteresowanie “hodowlą zwierząt” przekracza najśmielsze oczekiwania pomysłodawcy.


Zasady są tutaj nieco bardziej skomplikowane (trzeba wnikliwie przestudiować instrukcję!), a sama rozgrywka trwa znacznie dłużej. Wszyscy gracze rozpoczynają swą przygodę farmerską z pustymi zagrodami. Rzuca się dwiema, dwunastościennymi kostkami z obrazkami zwierząt i w zależności od tego, co się na tych kostkach znajdzie, do kolejnych zagród trafiają króliki, owce, świnki, krowy i konie. Można je wymieniać, a czasem (ku oburzeniu i rozpaczy dzieci!) także stracić. Gdy na kostce wypadnie lis, zje nam wszystkie króliki, gdy wilk... pożre pozostałe zwierzęta. Przed lisem i wilkiem chronią małe i duże psy (aby je mieć w swojej zagrodzie trzeba poświęcić inne zwierzaki:)
Wersja DE lux jest wykonana z najwyższą starannością, świetnie opracowana graficznie, plansze i kartoniki są sztywne i lakierowane, odporne na dziecięce łapki:) Zwłaszcza, że te łapki wykorzystują kartoniki nie tylko do gry, także do zabawy wedle własnego scenariusza:)
Jedynym minusem jest cena (ale właściwie większość fajnych gier planszowych jest dziś kosmicznie droga)

3. Następną polecaną przez nas grą będzie karciane Uno. Zasadami zbliżone nieco do Makao, ale w wersji zdecydowanie prostszej i przyjemniejszej dla dzieci. Wykłada się karty do koloru lub do liczby. Z jednym haczykiem:) W talii są specjalne bonusy, które powodują zwrot akcji w karcianym pojedynku o 180 stopni i często przechylenie szali zwycięstwa z dotychczasowych faworytów na nowych graczy:)
Można grać kilka razy z rzędu i ciągle doskonale się bawić ze sobą:)

4 i 5. Na miejscu czwartym i piątym umieszczę dwie gry Lego...
Gry wyjątkowe... Które polecam z całego serca (ale z obawą o stan portfeli czytających:)
Pierwszą jest Minotaurus...


Dziecko samo buduje labirynt z klocków (według szablonu lub własnego pomysłu) oraz składa specjalną kostkę. Celem gry jest przeprowadzenie pionków do świątyni w centrum labiryntu. Trzeba jednocześnie blokować przeciwników (by nie dotarli do świątyni pierwsi) i unikać spotkań z Minotaurem. Gra jest według mnie fantastyczna. Świetnie bawi się przy niej Zosia i świetnie bawią się Zosi rodzice:) Można modyfikować w nieskończoność reguły i ustawienia planszy...




Drugą jest Kod piratów.
Takie dawne, powracające w lekko fabularnej wersji Mastermind:)))
Trzeba zbudować grę z klocków a potem.... odgadywać sekretne kody pozostałych piratów biorących udział w grze:) I znowu do woli można zmieniać reguły...

Tych gier Lego jest wiele. Kuszą jeszcze Piramida Ramzesa i Creationary... Ale muszą poczekać. Finansowo rujnują bowiem kieszenie:)

Celowo nie piszę o grach, które od lat cieszą się zasłużoną sławą. Monopoly, Scrabble (mamy w wersji Junior), stary dobry Chińczyk czy Grzybobranie (dla młodszych)... Tych chyba nie muszę zachwalać. Są klasą samą w sobie:)

5 komentarzy:

Domi pisze...

Uwielbiam żółwie! :)

Natka pisze...

Aga, świetny pomysł z recenzowaniem gier planszowych! Ode mnie 5 dla Ciebie. Za całoształt "czytulankowej" twórczości :).

Mój Paweł w planszówkach zakochany po uszy. W świetlicy szkolnej dzieciaki, które planszówki lubią, mogą uczestniczyć w zajęciach z gimnazjalistami, którzy "maluchom" różne gry podsuwają, tłumaczą zasady, urządzają turnieje z "lizakowymi" nagrodami :)Świetny pomysł z takim wewnątrzszkolnym wolontariatem, prawda?

Wracając do gier...z tych, które polecasz mamy w domu Uno i Minotaura (ostatnio często eksploatowany :). W planach zakup kolejnych z serii Lego. A teraz jeszcze te żółwie polecasz :). Trzymam się za kieszeń ;P, ale i cieszę niezmiernie, kiedy widzę w pokoju przy stole moje (a często i nie moje) dzieciaki zgromadzone wokół gry "niekomputerowej" :).

Mammamisia pisze...

Uwielbiamy gry rodzinne. U nas jak narazie królują gry Granny. Mój pierwszy Quiz. Zagadki smoka Obiboka, a planszowa to Grzybobranie. Synek już rozumie zasady więc chyba pora coś nowego kupić. Może właśnie żółwie?
Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://domowyzakatek.blogspot.com/

ze starej skrzyni pisze...

Świetny pomysł z recenzjami gier! U nas królują Pędzące żółwie. Synek ma 4,5 roku, czy Super farmer już się nadaje? Bardzo mi się spodobał.
Pozdrawiam Małgorzata

Magda pisze...

Uno i Farmer to nasz podstawowy ekwipunek wakacyjny... Do tego jeszcze Osadnicy...
pozdrawiam, Magda
tajemnicezatoki.blog.onet.pl