Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajki i baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajki i baśnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, września 09, 2010

Baśnie narodów...

Jakoś tak cicho i pusto zrobiło się na Czytulankowym blogu. Ostatni marcowy wpis rozbujał wiatrem i otumanił zapachem realnej, nie książkowej wiosny. Tymczasem wiosna ustąpiła przed latem, a lato w ciągu ostatnich tygodni babim latem uraczyło:) Najwyższy to czas reaktywować blog, rozleniwiony słońcem... Ale także hamakiem i książką:)

Baśniami karmiłyśmy z Zosią wspólne wakacyjne dni... pięknymi, mądrymi baśniami, dość mocno czasem zakurzonymi...
Baśniami, które plastycznie przenosiły nas w czasie i przestrzeni, z kraju do kraju, z jednej nieprawdopodobnej rzeczywistości do drugiej... Oślepione słońcem, kolorem i gwarem wschodniego rynku, z dochodzącym zewsząd nawoływaniem osiołków: balek, balek... przenosiłyśmy się na bliższe nam kulturowo szlaki bursztynowe...

Trzy książki, kilkadziesiąt opowieści, tysiące słów. Wielka literatura dla dzieci i dla dorosłych... Zapraszam:)

Zacznijmy od tomiku z baśniami “O wróżkach i czarodziejach” Natalii Gałczyńskiej (żony poety Konstantego Ildefonsa). Od książki na motywach ludowych bajek francuskich, którą Zosia dostała w prezencie urodzinowym od pewnej przesympatycznej mamy z Wrocławia:)
Świat zwiewnych, eterycznych księżniczek, dzielnych rycerzy i mówiących ludzkim głosem zwierząt przenika do świata widziadeł, zaklęć, mrocznych sekretów.
Oto Naneta, córka złotnika, opuszcza dom rodzinny, by wypełnić wolę zaczarowanego Lwa, od którego dostaje najpiękniejszą na świecie różę (to baśń, która najbardziej spodobała się mojej sześcioletniej Zosi).
Czarnowłosa Finetta w błyszczących kolczykach, królowa cyganów więziona przez wielkoluda, czarami pomaga chłopcu, do którego wyrywa się Jej serce...
Artur, syn drwala, zostaje królewskim chrześniakiem i wyrusza na spotkanie przeznaczeniu...
A Agnieszka o oczach jak skrawek nieba odkrywa, że ludzie po drugiej stronie lasu są tacy sami. To, co nieznane i inne nie musi oznaczać gorszego...

Wszystkie baśnie, pięknie wydane przez wydawnictwo Świat Książki, opowiedziane są w mistrzowski sposób poetyckim, barwnym, nienagannym językiem. Literatura to prawdziwie wysokich lotów:)


Kolejnym zbiorem przecudnych, egzotycznych opowieści jest “Srebrna gołębica” w opracowaniu Wandy Markowskiej i Anny Milskiej. Zaczytana przeze mnie książka dzieciństwa, a właściwie wczesnej młodości:) Historie tu zebrane to baśnie Narodów Związku Radzieckiego oparte na motywach oryginalnych. Urzekają wschodnim pięknem, zapachami, nazwami, które melodyjnie i miękko otulają skronie albo twardo i obco tną powietrze, zanim falą dźwiękową się stanie dla ucha.... Obok typowo rosyjskiej Maszeńki czy Zulejki... Nuszaperi- Chanum, córka padyszacha Kandagary i Melik- Dżumszud... Obok Nastii i Annuszki... Czatyr, Melike-Chanum i Karaszasz.
A baśnie... Jak miód i mleko:) Z domieszką cierpkiego imbiru...
O ślicznej carycy Maszeńce, w gołębia zamienionej przez zazdrosną czarownicę- Wasylisę.
O dzielnej Marite, która, niczym andersenowska Eliza, koszulki wyplata z pokrzyw dla swych braci-wilków...
O Nuszaperi-Chanum, co wyklęta przez ojca, odwagą i miłością kruszy jego okrutne serce...

Baśnie rosyjskie, estońskie, mołdawskie, gruzińskie, kirgiskie, turkmeńskie, karelskie... Wachlarz narodów...


Na deser rodzime “Bursztynowe baśnie” Hanny Zdzitowieckiej (wydanie z 1972 r).
Z intrygującym, malowanym bursztynem wizerunkiem Juraty na okładce. Juraty w koronie i naszyjniku, w którym mieszka słońce...
Urzekające historie z Bałtykiem i przyrodą w roli głównej. Historie spisane pięknym literacko, choć czasem oszczędnym językiem. Historie wywołujące różnorodne emocje dziecięcych serc... groźne, dramatyczne, wesołe i wzruszające. Baśnie, jakich próżno dziś szukać... o morzu, jego podwodnych skarbach, głębinach, mieszkańcach rybackich chat i pięknych, nadbałtyckich okolic...
Choćby baśń o Juracie, córce władcy morza z bursztynowego pałacu, co bogactwami podwodnymi mamiła młodziutkiego Jurka. Chłopiec, zakochany w czekającej na łódce Hance, opiera się urokom morskiej boginki... Czy zostanie ukarany za odmowę władczyni morza?
Albo niezwykła historia Wiosny, która miała spać snem wiecznym. Piękna, płomienna, pełna przyrody i pląsów parafraza bajki o śpiącej królewnie. Wiatr i Grom niosą po świecie dobrą nowinę o narodzinach dziewczynki... Zapraszają na chrzciny rusałkę wodną Roświtę, wieszczkę łąkową Jaskrotę, boginkę leśną Dąbrówkę, górską nimfę Skalnicę i polną dziwożonę Stokłosę... Omijają tylko pieczarę Nietoperzycy, która, jak to wiedźma zła, nieproszona przybywa na uroczystość. I nieproszona straszne zaklęcie wymawia nad kołyską niemowlęcia... Komu i w jaki sposób uda się odczarować Wiosnę?

Trudno wybrać najpiękniejszą baśń tego zbiorku, taką najpełniej zapadającą w pamięć i wrażliwość... Piękna i pouczająca jest historia o grymaśnej księżniczce, która bardzo chciała mieć naszyjnik z kropel rosy.
I ta o królewskim latarniku, o odwadze i miłości Wita i Maryjki... I o zaklętych drzewach... O olbrzymie, z kaszubska zwanym Stolemem...
Czytając te baśnie można rozkochać się w morzu... I przy okazji dowiedzieć się, dlaczego jest słone:)


Czy o takim naszyjniku marzyła księżniczka?
“W tej właśnie chwili krople rosy zawieszone na pajęczynach rozsnutych po rżysku, zabłysnęły wszystkimi barwami tęczy. Słońce zapaliło w nich ogniki czerwone, zielone, szafirowe i złote.
-Skąd się wzięły te piękne klejnoty? Chcę je mieć! “

sobota, sierpnia 22, 2009

Olbrzym z zamczyska baśni

Jest gdzieś na krańcach świata wrzosowisko, targane wiatrem. Jest zamczysko, otulone mgłą złudzenia pełnego ruin. Jest przeogromna, tchnąca spokojem biblioteka, a w niej... wśród tysięcy woluminów... umierający Olbrzym, strażnik opowieści ludzkości, znający każdą z nich od początku do końca... Umierający ze świadomością, że nagromadzone przez cztery tysiące lat historie, baśnie, zdarzenia prawdziwe i zmyślone odchodzą razem z nim....
I jest historia, której Olbrzym nie zna, historia na którą czeka z bolesnym utęsknieniem, historia Jego ocalenia...
To ocalenie mogą przynieść dzieci... Filigranowa Rani z Indii, Hasan- syn dyplomaty z Bliskiego Wschodu, rezolutna Betts z Los Angeles i Liam- chłopiec z rybackiego kutra...
Dzieci, wplecione w jeden wspólny sen w zamczysku na rozległych wrzosowiskach... wsnute w jeden sen i w wiele, wiele opowiedzianych historii... Może któraś z nich ocali baśń, zamek i Olbrzyma, ocali od zapomnienia całą tę wiedzę i mądrość, którą człowiek posiadł stopniowo od prapoczątków... Czy dzieciom się uda? Czy znajdą historię ocalenia? Czy zdążą opowiedzieć ją Olbrzymowi przed nastaniem świtu, przed końcem snu? Snu jednej nocy i jednej nieznanej historii wśród setek opowiedzianych?

Olbrzym z zamczyska baśni” Briana Pattena (wydawnictwa Skrzat), ze świetnymi ilustracjami Chrisa Riddella, to przedziwny zbiór opowieści z różnych stron świata, szczególnych, bo dotykających blisko i czasem szorstko (a nawet brutalnie) tematu przemijania, strachu, cwaniactwa, śmierci i ucieczki przed nią...
Zbiór baśni- przypowieści, wywodzących się z najdalszych zakątków globu i z najstarszych mądrości ludu... Baśni spisanych na podstawie arabskich, afrykańskich, chińskich, japońskich i europejskich podań ludowych, na podstawie angielskich legend i bajek Ezopa... Baśni niełatwych i nie wesołych...
Jak choćby chińska przypowieść o pandzie, która szukała różnicy pomiędzy niebem a piekłem... by na koniec dojść do wniosku, że “niebo i piekło wyglądają w zasadzie tak samo (...) samolubne pandy tworzą swoje piekło, a dobre- swoje niebo”....
Jak przypowieść o nadziei... która pozwoliła małpom przetrwać przeraźliwie mroźną noc. Tylko tym, które uwierzyły, że dmuchając na świetliki okryte gałązkami i suchymi liśćmi rozpalą ogień...
Jak opowieść o wędrowcach, zmierzających w kierunku tego samego miasta. Spotykających na rozstaju dróg mędrca... Jednemu z wędrowców mędrzec mówi, że miejsce, do którego zmierza jest okropne, a drugiemu, że wspaniałe?... Dlaczego?

Baśnie tego zbioru opowiadają sobie w ciągu jednej nocy i w trakcie jednego snu, dzieci i Olbrzym... Coraz bardziej gorączkowo... By znaleźć tę jedną, jedyną, nieznaną Olbrzymowi, która ocali wszystkie inne... Opowiadają szukając w pamięci tych najstarszych, najdawniej zapamiętanych, unikatowych...
“Bo historie trzeba opowiadać, historii trzeba słuchać, jeżeli mają przetrwać”
“Niepowtarzane historie starzeją się i giną albo odchodzą w niebyt zasklepione w jakimś umarłym języku. Bez odpowiedniej strawy wszystko na świecie ginie (...) nieopowiadane historie, niekochani ludzie”...

Więc opowiadajmy, czytajmy naszym dzieciom, to co pamiętamy, co nas kształtowało i co kształtuje nasze dzieci... Co nowe i co bardzo, bardzo stare... Następny wpis będzie o tym starym, będzie o bolesnym...

piątek, kwietnia 24, 2009

Sentymenty mamy

To będzie podróż w czasie dla mam i tatusiów w moim i podobnym wieku... Podróż, w którą zabrałam swoją córkę. Poczuła się trochę jak na karuzeli - na samym początku chciała szybko wysiąść, a teraz kupuje dodatkowe żetony, żeby nie zsiadać :) - tłumacząc metaforę: książka z biblioteki miejskiej, wybrana przeze mnie, Małgosi nie przypadła do gustu, nie chciała jej czytać, jednak kilka razy posłuchała, a teraz już drugi miesiąc przedłużamy, bo trudno nam się rozstać z nią, a właściwie przemiłymi bohaterami...
Zanim "Shrek" strywializował Żwirka i Muchomorka sławetnym "kręceniem" (tak na marginesie - oni mieli zawsze oddzielne łóżeczka!), mnóstwo obecnych trzydziestoparolatków wyczekiwało ich jako dobranockowych skrzatów z kreskówki. Krótkie to były przygody, ja pamiętam właściwie tylko melodię czołówki, wielkie drzewo, w którym mieszkali i kilka postaci towarzyszących, rodem z czeskiego folkloru- rusałki, wodniki, olbrzymy...
Wczytując się w książkowe odcinki "Opowieści z mchu i paproci" dostrzegam dziecięcą naiwność skrzatów, które zwykle chcą dobrze, a wychodzi im jak zwykle.
Wielkim plusem jest rozmiar tych odcinków - na trzy strony kwadratowego formatu, w sam raz na szybką bajeczkę na dobranoc... Każda poprzedzona jest ilustracją Zdenka Smetany, jedną, ale pozostawiającą pole do popisu wyobraźni i pamięci rodziców. W każdym razie ja próbuję odtworzyć całą kreskówkę z tego jednego obrazeczka ;) Teksty proste, króciutkie także dają możliwość twórczego czytania, dopowiadania, komentowania...

A co wy pamiętacie z tamtych bajek?

czwartek, marca 05, 2009

Z innej bajki:)

W powodzi baśni zalewających księgarski rynek, które baśniami są li tylko z nazwy (do minimum okrojone z pierwotnej treści, symboliki, elementów czarno-białej moralności, niewiele mające wspólnego z oryginalnym, obszernym tekstem, a będące niejednokrotnie miernym streszczeniem oryginału) wersje bajek autorstwa Zofii Szancerowej jaśnieją niczym perły na tle innych, pseudobaśniowych opracowań.
Napisane przepiękną polszczyzną, językiem, który od pierwszej chwili zachwyca i do samego końca urzeka magią i melodią malowniczego słowa. Dwie zaledwie bajki, dobrze znane dzieciom: “Kopciuszek i królewicz” (tak, tak, Jego miejsce w bajce nie ogranicza się tylko do poślubienia księżniczki) oraz “Jaś i Małgosia”... Opowiedziane na nowo kunsztowną, wysmakowaną prozą. Zilustrowane zwiewnie delikatną, a jednocześnie przejmującą, akwarelową kreską przez grafika (którego chyba nie muszę nikomu przedstawiać) Jana Marcina Szancera, męża pani Zofii...

Książka “Ulubione bajki”, którą mamy w domu, wydana została w 1986 roku (ponad 20 lat temu).
Znacznie później, w roku 2002, w 100-ą rocznicę urodzin J.M. Szancera wznowiono kilka baśni z ilustracjami Jego autorstwa... Przyznam, że to właśnie te ilustracje mam w pamięci swojego dzieciństwa.... Drobiazgowe, subtelne, niezwykle silnie oddziałujące na wyobraźnię i emocje mnie- dziecka. Malowane piórkiem i pędzelkiem, z wielką prostotą i wdziękiem, delikatne, taneczne, lekkie... Prawdziwie baśniowe... Dlatego, gdy dziś przeglądam półki z bajkami dla dzieci, w których przerost formy nad treścią jako pierwszy rzuca się w oczy, a disneyowskie motywy, przekoloryzowane i sztampowe, dominują nad kilkuzdaniowym tekstem, nie mogę odżałować obrazów, które zapisały się w moim sercu dawno temu... Szkoda, że nie wszystkie dzieci będą miały możliwość doświadczania i zachłystywania się czarem.... tekstu i rysunku w mistrzowskiej oprawie!


Któż bowiem z Was nie pamięta tytułowej okładki baśni Andersena, z małym Kajem, którego sanki doczepiono do sań Królowej Śniegu, w mrokach nocy mknącej.... Albo Calineczki, jasnej dziewczynki na liściu łopianu.... Czy Pana Kleksa ze szpicbródką, w kraciastych spodniach:) Nie wspominając o bezkonkurencyjnym wydaniu wierszy “Brzechwa dzieciom”... Przypomnijcie sobie....:)





Szperając w sieci, ku swojej ogromnej radości znalazłam przed chwilą wydawnictwo, które wznawia moje maleńkie zachwycenia:) Książki z ilustracjami J.M. Szancera:)
Spójrzcie, jak ich tam dużo!:)